sobota, 27 maja 2017

Dwie sprawy ! Atypost?

Witajcie Kochani.

Ostatnie doniesienia ze świata (Manchester) skłoniły mnie do przemyśleń.

Jakim typem człowieka jestem?
Czego chcę? Jak chciałabym, żeby było?

Jestem człowiekiem, który prawdopodobnie sam nie wie, czego tak naprawdę chce, więc zawsze, ale to zawsze mówiłam: "Nienawidzę polityki, nie oglądam wiadomości, bo mnie denerwują"! "Nie chce patrzeć na nasz rząd, który notabene sami wybieraliśmy".

Nie zawsze chodzę na wybory - przyznaję. Wiecie dlaczego?

Bo zawsze mam problem z wyborem partii, prezydenta...bo każdy z nich przedstawi taki program, że można by połączyć je ze sobą.

Większość Polaków katolików jest za związkami mieszanymi (kobieta i facet)
Mniejszość (w tym ja) nie widzę w tym nic złego czy facet żyje z facetem czy kobieta z kobietą. Bo każdy ma prawo do miłości takiej czy innej.
Znam kilka par jednopłciowych, które się uzupełniają. Fajnie żyją nawet z dziećmi jednego z nich.
Kurde, te dzieci są szczęśliwe, wiedzą, że mają ojca, matkę. Po co to spłycać i gadać: "A bo jak to może być, ze baba z babą, albo facet z facetem w jednym łóżku a dziecko za ścianą!"

Jeśli miałabym wybierać między matką i ojcem pijakiem i damskim bokserem to wolałabym ,żeby moja matka była z kobietą. I odwrotnie gdyby mój ojciec czuł inaczej niż większość (był gejem) to świat by się nie zawalił.

Tak jestem za tym żeby pary jednopłciowe miały TAKIE SAME PRAWA CO MY HETERO!

Druga sprawa to jest OBCOKRAJOWCY W POLSCE

Przeglądam internety. Widzę ksiądz (przez grzeczność nie napiszę nazwiska) chce pomagać uchodźcom, czy też emigrantom w Polsce, I tu mówie stanowcze, zdecydowane NIE!

Ja rozumiem. Wszyscy jesteśmy braćmi w świetle Pisma Świętego.

Nie, nie zagorzałą katoliczką też nie jestem, nie przeczytałam nigdy PŚ w całości.

Ale do cholery jasnej, Chcę wracać do domu bezpiecznie, nie bojąc się, że jakis Ukrainiec, Czeczen czy inny "szalony" człowiek dźihadysta wbije mi nóż w plecy kiedy będę wracać do domu.


Ktoś powie mi: "Ale Ty wyjeżdżasz za granicę. No wiesz, jak byś się czuła jakby o tobie tak gadali"

Odpowiem wtedy  - jak zawsze odpowiadam: "Żyję tak, by nikomu nie robić krzywdy."
"Żyj. i pozwól żyć innym"  

Czego żądać od kogoś, kto wysadza pół miasta bo tak jest gdzieś w jego świętej książce napisane, że jak on to zrobi i zabije siebie to będzie blizęj swojego boga?

W tym momencie ja nigdzie nie czuję sie bezpiecznie. 20 lat temu ja mogłam wyjść na podwórko na cały dzień wrócić do domu i opowiadać rodzicom gdzie byłam z kim i co robiłam bez strachu, że coś mi sie stanie. (Jeszcze telefonów komórkowych nie było). A dziś dorosły człowiek, nie wie czy dziś widzi sie z rodzina ostatni dzień czy jeszcze to nie ten dzień. Bo nie wiadomo czy wróci.


ZAPRASZAM DO DYSKUSJI




środa, 15 lutego 2017

BezpiecznaJa

Witajcie Kochani po dłuuugaśnej przerwie.,...

Zostałam poproszona o wsparcie akcji "BezpiecznaJa" i z miłą chęcią to zrobię, gdyż cel jest słuszny.

Moje Drogie!

Jestem Kobietą. Jestem świadoma zagrożeń czyhających "za rogiem" dosłownie i w przenośni.

Sama byłam kilkakrotnie napadana chociażby w pracy przez "znajomego" albo idąc z urodzin bratanicy zastępowano mi drogę... Nawet na spacerze z psem nie można czuć się bezpiecznie, ale
dzięki Dominice Cwynar pomysłodawczyni akcji, szkoleń i całego zamieszania wszystko się zmienia!

 Przeczytaj poniżej jak WAŻNE jest tutaj Twoje wsparcie.
Czas powiedzieć STOP Przemocy wobec Kobiet 
Zmieniając świat wokół nas musimy zacząć od siebie. 
 Mimo, że przemoc wobec kobiet jest coraz częściej uważana za normę, nie zgadzamy się na to! Wiemy, jak zmienić świadomość kobiet, wesprzeć je siłą i wiedzą, by same potrafiły się przed nią skutecznie bronić. Robimy to od maja 2016. 
Większości kobiet wydaje się, że „Mnie to nie dotyczy” działa w zakresie różnych form przemocy na jakie jesteśmy narażone, ale zastanów się i rozejrzyj dookoła. 
  • Zdarza Ci się wracać nocą po pracy do domu z duszą na ramieniu? 
  • Boisz się czasem komuś postawić, bo nie znasz możliwej reakcji? 
  • Nie wiesz jak reagować na zaczepki? 
  • Pragniesz komuś pomóc, ale nie wiesz jak to zrobić? 
  • Nie wiesz na jakie wsparcie i skąd możesz liczyć?  
TO NIE JEST NORMALNE!
To właśnie jest dziura w systemie, którą my od miesięcy staramy się wypełnić poprzez bezpłatne szkolenia dla kobiet i nastolatek BezpiecznaJa i BezpiecznaJaTeen z których na ten moment skorzystało już prawie 2000 osób. 
BJ-Crowdfunding_banerek_cel_akcji.jpg
 Celem akcji jest sfinansowanie ogólnopolskiej trasy szkoleniowej  BezpiecznaJa.

Więcej poniżej

 BEZPIECZNA JA !!!


Dziewczyny bądźmy świadome niebezpieczeństw !



poniedziałek, 7 grudnia 2015

Puk, Puk Witajcie u kresu roku...

Kochani....zaniedbałam blog wiem, przepraszam...
(tak w ogóle to ktoś tu jeszcze zagląda?)

Jeśli kiedyś myślałam, że bycie dorosłym jest łatwe i bardzo chciałam być dorosła.... to byłam głupia...
Dziś.... zmieniam wszystko.... stawiam do góry nogami.... czyli mniej wiecej...

* mam świadomość (więc głupstwa wyprawiam z przyjemnością!)
* mam partnera który: kocha, tęskni i jest mi wierny (spełnia prawie wszystkie kryteria!)
* chorego pupila z którym będzie mi się trzeba pożegnać... mam nadzieję, że nie prędko
* pracę, którą chwilami nienawidzę (ale cóż zrobić, jak się nie ma co sie lubi... to coś tam )
* plany na przyszłość...i chyba to jedno mnie ratuje... powoduje, że wstaje rano i robie swoje w dążeniu do spełnienia...


A dziś.... poszłam na zakupy... gwiazdkowe już! Albo może dopiero - jak kto woli :)

I wiem, że rodzina będzie zadowolona bo:
- mama od miesięcy ględziła, że chce takie "cóś" (praktyczne na baterie!) "Muszę to kupić sobie"
[nie musi już ma w kolorze różowym] I NIE TO NIE WIBRATOR!!! :D

- tata: Dziewczyny wiecie, że facetom prezent ciężko kupić?
I przebrnęłam przez kalendarze, poprzez zainteresowania taty i nawet pytałam "Co byś chciał?"
"Nic"
Myślę, myśle...
Praktyczny prezent dla taty zegarek z bransoletką.... (odkąd pamiętam lubił zegarki z bransoletką)

I jak dla mnie takie kupowanie prezentów przed dyskusją co kto by chciał to tak jakby strzelić samobója. Wiecie dlaczego?
Na pewno
Prezenty "na czuja" mogą sie nie spodobać, więc w naszej rodzinie jest pytanie "Co ci kupić na Gwiazdkę" Bezpieczne. No ja wiem, że też fajnie jest zrobić komuś niespodziankę, ale lepiej jest skonsultować się z osobą obdarowywaną przez nas.

Tak więc:
* ja wiem co dostanę (jestem zadowolona, że z 3 rzeczy wymarzonych dostanę tą jedną)
* mama będzie zadowolona bo też gderała, że chce sobie kupić cudo techniki i upiększania ciała
* tata - telefonu nowej generacji nie chciał "bo ma za ciężkie palce" to ma zegarek. Widział podoba się.
* Został mi tylko partner

PS: Zakręcony tekst świątecznej piosenki.... na dobry humor

Wasza Tusia

wtorek, 23 czerwca 2015

Przemęczenie rozdrażnienie

Macie takie dni, kiedy wszystko wkurza... starasz się zaciskasz zęby i idziesz dalej... mimo wszystko...?
Aż te negatywne emocje wylezą na wierzch w najmniej spodziewanym momencie... Wylejesz wszystkie pretensje... do danej osoby i w kolejnej chwili żałujesz wypowiedzianych słów...
I pól dnia gryzie Cię sumienie... bo mimo wszystko nie chcesz źle... bo jakimś dziwnym trafem polubiłaś/eś daną osobę... i raczej to wszystko po to, żeby się dogadać... na nowo... tym bardziej, że długo nie pracowałaś z tą osobą.

Poszłam.. powiedziałam, na spokojnie... chyba będzie ok... 
Bo nienawidzę zostawiać wszystko iść dalej. Zamiatać pod dywan problemów. Wolę od razu na bieżąco przegadać problem....


Samą siebie rozczarowałam... przecież jeszcze rok temu... nie byłam taka jak dziś... i jak mam siebie lubić?
Zataczam koło. Wracam do tych głupich szczeniackich zachowań z buntu nastolatkowego
(do bycia wulgarną, "co to nie ja")

Walnąć mnie w pysk na otrzeźwienie. Strząchnąć mną porządnie Proszę!


 Urlopu !

:(


sobota, 16 maja 2015

Afera kondomowa??

Szukając plastikowej "rączki" od pistoletu poszłam do magazynu. Wózek śniadaniowy jest przykryty plandeką...

"Idź i popraw KONDOMA na wózku" - słyszę
Poszłam poprawiłam...
"O jaka doświadczona" :D

czwartek, 7 maja 2015

Ence pence w której ręce??

Urodziłam się jako leworęczny szkrab.
Tak, należę do tego odsetku "wybranych"/ mniejszości/ dziwaków ect.
Drażni mnie, kiedy w pracy słyszę "znów ta lewa łopatka" albo "ty lewusie!" - "lewus" kojarzy mi sie z innym typem osoby - homoseksualnej - może też błędnie. Za co z góry przepraszam!
Podkreślam nie lewus a MAŃKUT po polsku.


W czym jesteśmy lepsi czy gorsi?

"Najłatwiej ich poznać, gdy trzymają długopis. Jednak bycie leworęcznym, to coś więcej niż tylko pisanie czy wykonywanie innych prostych czynności lewą ręką. Przeprowadzono wiele badań, które dowodzą, że „mańkuci” mają wiele niezwykłych umiejętności. 

Dominująca strona ciała człowieka zostaje „zaprogramowana” już w życiu płodowym. Warunkuje to sposób połączeń nerwowych pomiędzy półkulami mózgowymi a rdzeniem kręgowym, który zawiaduje wszystkimi nerwami ciała. Połączenie to ma charakter krzyżowy – lewa półkula zawiaduje prawą stroną ciała, a prawa półkula lewą stroną ciała. Jednak nie wiadomo, dlaczego każdemu z nas przyporządkowana zostaje ta, a nie inna wiodąca półkula mózgu, ani czemu nie można tego wyboru zmienić. 


Dominująca półkula odpowiada nie tylko za to, którą ręką piszemy czy którą nogą kopiemy piłkę. Zapisane są w niej także inne umiejętności, takie jak zdolności matematyczne i artystyczne, widzenie przestrzenne oraz myślenie abstrakcyjne. 

Badania naukowe dowiodły, że osoby leworęczne, w przeciwieństwie do praworęcznych, są bardziej kreatywne, patrzą „globalnie”, a nie skupiają się na szczegółach, działają intuicyjnie i częściej wybierają zawody artystyczne niż karierę naukową. 

Naukowcy z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego przeprowadzili badania mające na celu wskazanie różnic w przetwarzaniu informacji słownych (głownie mowy) przez osoby lewo- i praworęczne. Z ich wstępnych założeń wynikało bowiem, że osoby piszące lewą ręką szybciej przyswajają nowe informacje, łatwiej dostrzegają niuansy, można by rzec, że myślą "efektywniej". Jest to możliwe, ponieważ osoby leworęczne mają stale używają obu półkul jednocześnie, podczas gdy osoby praworęczne wykorzystują do procesów myślowych tylko lewą półkulę. 

Szybkość myślenia 

Przeprowadzono kilka eksperymentów. W pierwszym, badani (80 osób praworęcznych i 20 leworęcznych) zostali posadzeni przed monitorami, na których spontanicznie pojawiały się kropki po lewej bądź prawej stronie dzielącej ekran linii. Ich zadaniem było naciśnięcie guzika w chwili, gdy dostrzegą kropkę. Osoby leworęczne popisały się w tym zadaniu większym refleksem - szybciej dostrzegały kropkę, a więc ich mózgi szybciej przetwarzały informację. 

W innym zadaniu na ekranie pojawiały się litery – wyświetlały się po jednej lub po obu stronach dzielącej ekran linii. Zadaniem badanych było jak najszybsze połączenie liter. Ponownie, wyższe wyniki osiągnęły osoby leworęczne. 

Urodzeni sportowcy 

Przeprowadzone badania potwierdzają, że osoby leworęczne są uprzywilejowane zarówno w kwestii szybszego myślenia, jak i w sporcie, sztuce czy podczas prowadzenia pojazdów. Mają lepszą orientację w przestrzeni, mogą swobodnie rozmawiać podczas jazdy, a także znacznie łatwiej jest im korzystać z różnego rodzaju kas np. wjazdu na parking podziemny czy autostradę. 

Biorąc pod uwagę te wszystkie zalety, nasi dziadkowie mogą czuć się winni, że zmuszali naszych naturalnie leworęcznych rodziców do pisania prawą ręką. Ci, którzy wyśmiewają mańkutów, wiedzą już, że robią to z czystej zazdrości. Choć osoby leworęczne są w mniejszości wcale nie oznacza to, że są gorsi. Wręcz przeciwnie, w wielu sferach życia są oni lepsi od dominujących na świecie praworęcznych. 

amo/AB "

Żródło wp.pl

Próbowałam się kiedyś nauczyć pisać prawą ręką.... 
Mogę robić różne rzeczy prawą ręką (trzymać, nakładać w pracy porcje frytek czy garnirować albo sprzątać ale nigdy nie nauczę sie pisać. :) 
Jakoś nie mogłam na początku się przekonać, że można wyćwiczyć rękę nawet do prawej łopatki. 
Leroręczna menago jednak przekonała, że można :) 

Wybaczcie, że zawsze będę zadzwiać :)


Wasza Tusia :)

piątek, 24 kwietnia 2015

Nie żyję wyłącznie pracą!

Po pierwsze:

Dziękuję komuś tam na Górze za opiekę, za to, że w snach daje mi rady, co mam zrobić i jak.
Po drugie:

Jestem dumna z faktu, że jednak potrafię "tupnąć nogą" kiedy potrzeba i staram się nie dać wykorzystać. Wszystko ma swoje granice.
Bo dzwonią z pracy, że może bym mogła przyjść w sobote. :/ Trzeba było nie dawać tyle wolnego, a nie teraz dzwonić :D. Sorry. Wiem, czasem jestem bezczelna - trzeba czasem i tak.

Po trzecie:

To, że nie mam własnej rodziny (męża, dzieci, całego domu na głowie) nie znaczy, że jestem sierotą i nie mam rodziców czekających w domu chociażby po to, żeby zmienić ze sobą zdania.
Ostatnio czuje się jak odludek bez rodziny, za to w gronie obcych ludzi, z którymi nie można pogadać o głupotach, problemach itp)

Po czwarte:

Mam OBOWIĄZKI (jak to ktoś powiedział, że co ja mam w domu do roboty, matka za mnie wszystko robi) Ugotuje, posprząta. Męża nie masz, dzieci nie masz...

Przepraszam, a to mam własna Mamę wykorzystywać? Ona swoje w koło mnie zrobiła co powinna. Teraz ja zamieniam się z mamą rolami.

Po piate:

To że jestem młoda to nie znaczy, że mam się zaharowywać jak osioł! A potem wyglądać w wieku 40 lat na 60.

Po za tym spędziłam miło czas z przyjaciółką :) a niedziela? A niedziela też będzie dla NAS !

Wiecie, jakis dziwny sen mialam...

Nigdy nie widziałam śp. Dziadka czytającego jakąkolwiek książkę a w śnie powiedziałam cos w stylu:

"Dziadku, wiesz czemu mam tyle książek na półce?
Nie.
Po to, żebyś jakbyś się nudził w Niebie, to zawsze możesz przyjść i poczytać"  

czwartek, 9 kwietnia 2015

Pewność siebie.

Przez lata myślałam, że jestem "słaba". Dziś wiem, że jestem silna.Dlaczego?Dużo w życiu przeszłam. Wypłakałam morze łez. I mam świadomość, że to nie koniec boksowania z życiem...
bo przede mną jeszcze wiele trudnych chwil.

Moje mocne cechy?
* optymizm (który odkryłam kilka lat temu)
* uśmiech
* dystans do siebie 

Mam świadomość, że nie do końca mam fajny charakter.
Ale mam przyjaciół. Na brak zainteresowania nie narzekam...
Miss nie jestem - nie zamierzam nią być.
Staram się szanować ludzi - nawet tych, którzy nie zasługują na szacunek.
Z marnym skutkiem, bo ile można przymykać oczy...
To, że mam cięty język, no cóż trudno nie mieć, kiedy nasłuchałam się "urwanych" słówek w pracy.
Jak się zdenerwuję, klnę. Klnę bo lubię. 
Ale Ty możesz mi zaufać. Bo nigdy nie skłamię. Nie potrafię.
Zawinię, przyznam się do błędu...
To jest dojrzałość.
Czemu to piszę?
He, złośliwi powiedzą: "Bo musisz się dowartościować"
Dobra, niech i tak będzie ;) 
Lubię obserwować ludzi ich zachowania...
I a'propos:

LUBIĘ, KIEDY ROZMÓWCA PATRZY MI W OCZY! 

Tryumfuję, kiedy okazuje się, że rozmówca jest "słaby psychicznie"
Patrzy gdzieś, gdziekolwiek byle nie na mnie czy mi w oczy.
Lekceważy moje argumenty (trochę nie fajnie) no cóż 
Nie oczekuję tępego wpatrywania się we mnie, ale  
KIEDY MÓWISZ PATRZ MI W OCZY
sąsiadeczko ;)

Zabawnie jest, kiedy mijasz się na klatce gadasz do mnie coś, a ja cię zlekceważę, bo nie patrzysz mi w oczy tylko w ziemię, coby się nie przewrócić... sorry. Fack off

Fajny artykuł :




piątek, 27 marca 2015

Kremówki

Uwielbiam ciasta z masą (wyjątkiem jest karpatka, która dla mnie jest za-słodka i za-mdła) no i to ciasto kruche takie jakieś nie spójne... ale, ale jedno zawojowało moje serducho i mogłabym jeść je nie tylko "od święta"


Kremówki Papieskie
(te na które JPII łazikował po maturze ;) z kolegami )

Może nie przypadkowo akurat to ciasto kojarzy mi się z Wielkanocą...

i od tego się w sumie zaczęło...
W sklepach produkty Gellwe "Kremówki papieskie" sprzedawały się jak świeże bułeczki 6 zł za 2 pudełka... kto by nie chciał....

Ja mam przepis na zrobienie go w domowym zaciszu :)

Zacznijmy od ciasta francuskiego

Składniki na ciasto francuskie

  • 30 dag masła
  • 30 dag mąki pszennej
  • jako
  • łyżka octu
  • ok 150 ml ciepłej wody (do uzyskania ciasta pierogowego)

Drugie piętro.......

Eh... nasz blok, nasza klatka... sąsiedzi...
W bloku klatka nie chwali się dobrą opinią.... dlaczego?
bo to felerne drugie piętro jest pechowe.....
najpierw długoletni sąsiad pijaczyna doprowadził do śmierci własnego ojca..... bo za dużo wypili i tato sztywny po drgawkach... awantury, imprezy do 6 rano
(sorry lubię głośną muzykę od 6-22) lepiej mi sie myśli i skupiam się np. kiedy uczę sie nowych promocji czy czytam książkę. Lubię głośną ale po 22 to już ewentualnie na słuchawkach, Są dni kiedy nie mam chęci w ogóle na muzykę a np. jakiś dobry film.
A były sytuacje kiedy wracałam zmęczona po nocce o 4-5 rano i nie zdążyłam zasnać słychać AWANTURY o co o pieniądze, o to że ktoś kogoś okradł...
Jakieś dwa lata temu też jakis menel zdechł z przepicia w tamtym mieszkaniu
Bywała policja, libacje, awantury...

Wszystko można zrozumieć ja na przykład nie lubię jak w święta do sąsiadów dzieci przyjdą i hałasują ale mają prawo bo jest dzień, remonty, przemeblowania też słychać... do 22. Ale najgorsze jest stukanie i wiercenie...
W dzień wolny można robić co nam sie żywnie podoba, byle do 22

Nie mam 100 lat, że mam patrzeć tępo w tv na głosie z 5 bo dzieciak śpi piętro niżej.
U nas bratanica miała 3 miesiące kiedy się Bratowa wprowadziła z małą i kurwa też było głośno ale mała miała 3-7 miesięcy. nie 2 lata a dwulatka na 100 nie potrzebuje tyle snu jak maluszek kilkumiesięczny, (między 6-22)

Aż sie spytałam sąsiadki dłuuuugoletniej...
"To jakieś pechowe mieszkanie te na drugim, bo ja nic nie słyszałam od was..."

Chyba się zgłoszę do Trudnych Spraw :D


poniedziałek, 23 marca 2015

Pokora...


"Zaw­sze chciałam móc ste­rować in­ny­mi, aby wszys­tko szło według moich zachcianek. Teraz dochodzę do wnios­ku, że pot­rze­buję ra­dykal­nej zmiany - w so­bie. Tyl­ko nie wiem od cze­go zacząć. Jeszcze zbyt mało wiem o życiu, by móc podjąć w miarę rozsądną decyzję"

Nie wiem, czy to przez zbliżajacy sie czas świąteczny doszłam do takich wniosków... najważniejsze, że mam poczucie, że jednak nie stoję w miejscu i staram się zmieniać SIEBIE w tą dobrą stronę...
Może na początek zmienić myślenie o ludziach... bo przecież nie wszyscy są źli, niedobrzy. 
Czasami pod maską "złości" czy "niemiłych słów" kryje się lekcja życia. (nie mylić z brakiem szacunku w niektórych słowach).

Kwiecień czas zmian. Obym wytrwała :)
   

środa, 11 marca 2015

Dziś troszkę o niemożności trawienia... i różnicach wagowych

Nasze kochane. Zrobilibyśmy dla nich wszystko, byle tylko nieba uchylić i dać gwiazdkę z nieba. Zaraz po naszych dzieciach są najważniejsze... Słodkie, przytulaśnie a ich miłość najcenniejsza... i kiedy chorują jest nam bardzo ciężko. Nie mowa o usypianiu...

Przyznaję się mam delikwenta w domu, który podważa mój autorytet. Jest nim mój tata. (Facet, który podobno kocha psy i wychowywał się z psami). Robi najgłupsze rzeczy na Ziemi... Mało tego moja mama również powiela jego błędy a nawet zdolna jest pogorszyć stan zdrowia MOJEGO psiaka. Ile to ja się na krzyczę, na błagam...grochem o ścianę...

Będąc wczoraj na konsultacji u doktora weterynarii wpadła mi w ręce książeczka "mini poradnik o nadwadze i otyłości psów i kotów". A że ja sroka i co ciekawszego to zabieram po egzemplarzu...więc nabyłam... I będę się rozwodzić na ten temat. Znalazłam już idealnego doktora :)

Do doktora z psiakiem i tatą poszłam coby wytłumaczył jak "chłop chłopu" że nie wolno psu kości, bo się CZOPY robią. (czopy są to pozostałości niestrawionych kości lub/suchej karmy (głównie) zalegające w jelitach, które utrudniają trawienie i wydalanie)

Jeśli chcesz uniknąć problemów z trawieniem Twojego psa lub kota:
- nie dawaj mu żadnych kości (absolutnie!) grozi to również okaleczeniem wnętrzności [jelita, żołądek] (głównie psów się tyczy problem czopowy)
- do suchej karmy dodawaj niewielką ilość 5 ml, 10 ml oleju parafinowego [olej nie jest trawiony przez żołądek wyleci razem z zawartością]
- staraj się bilansować jedzonko dla pupila na przemian sucha i "mokra" [puszka] karma
- no i ruch godziny uzależnione od wielkości psa i jego potrzeb

Chyba, że jest za późno na olej i trzeba by było rozcinać brzuszek i czyścić jelita za pomocą ręki weterynarza (tego chcemy uniknąć?)

Drugi problem notoryczny "z miłości" bijący po oczach nawet mnie! Nawaga i otyłość u psów i kotów!
Kochani, piesek czy kotek potrafią żyć bez naszego ludzkiego jedzenia! Nie dość, że szkodzi. Przyprawy jakie używamy do naszych dań (sól, pieprz, ostre przyprawy) szkodzą naszym zwierzakom. Odkładają się w wątrobie czy nerkach. Czy zastanawialiście się (albo macie problem z wątrobą) jak potrafi dokuczyć? A co ma zrobić pies czy kot?
Moja mama jest taką kobietą, że wciska psu wszystko jak leci. Dziś jej poczynania przyniosłam na niewielkim świstku papieru aczkolwiek ważnym jak diabli. Marzę, by ja zabrać do weterynarza żeby potłumaczył co robi z psem. Bo mi się argumenty kończą...Może zrozumie?
Mam sąsiada, który ma suczkę niesterylizowaną a wyglądającą gorzej niż mój pies. Młodsza około roku od mojego 3 latka dwa i pół raza większa od niego samego... Facet kocha psy, ale zająć się należycie nie potrafi...

Ja nie mówię, że sama jestem idealna. Nie. I nigdy chyba nie będę, ale staram się jak mogę...

poniedziałek, 9 marca 2015

Dziękuję Wam

Kochani! Dziękuję jeszcze raz za cudowne życzenia... Nigdy nie pałałam do nich wielkim entuzjazmem.
Tak wyglądałam jak weszłam (jak co dzień na stronę)


Dziękuję za wszystkie (podwójne też:) ) -1 bo te wywołują u mnie negatywne uczucia... bardzo skrajne...

Teraz oddzielam to co było grubą, długą kreską...
i żyję własnym życiem...

Kocham Was


Wasza Tusia.




poniedziałek, 2 marca 2015

Są ludzie i ludziska :/

Ja się chyba w życiu nie pogodzę z chamstwem, brakiem jakichkolwiek ludzkich odruchów i zerowym szacunkiem do mnie czy do innych. Bo nie tylko ja mam z nią problem.
Ktoś (osobnik żeński) klnie, wyzywa i ma cię za nic 
skutkuje to tym, że ja tracę jakikolwiek szacunek do persony


Staram się być mniej litościwa (litość to zbrodnia)
Aczkolwiek, nie pozwolę sobą pomiatać!

A mnie hormony buzują, bo co się zdenerwuję, to łzy się kręcą w oczach :D

niedziela, 22 lutego 2015

Nie pasuję?

Wiecie co? Sama nie wiem, co robić... olać i niech się dzieje co chce...
Matka znowu ma "gorszy weekend" bo ojciec nie pracuje... no jakoś zawsze (odkąd pamiętam) nie pracował w zimie [jest budowlańcem]... no dobra z jednym się z nią zgodzę.
Tata jak siedzi w domu... nie dość że nerwowy, to jeszcze z łaską pozmywa a o odkurzaniu to w ogóle nie ma mowy.. wymówka? "zaraz, tylko zapalę" "No zaraz, do oglądam" 
Wkurza i mnie i to nieźle...

Najgorzej jest kiedy wkurzy się na ojca, a na mnie się odbija, albo zaczyna burczeć albo odpowie "Opie**ol się" 

Jakby jej zwrócić uwagę, to nie dość, że dostaniesz "ładną wiązankę" to jeszcze stwierdzi, że jej zły humor jest twoją winą...bo ty czegoś nie zrobiłaś, bo ty krzywo spojrzałaś...bo ty... Ja jestem IDEALNA.
  
Ok. Sama jestem nerwowa, ale ja wybucham mija pięć minut i jest ok.
pod tym względem jestem bardziej w taty charakter.

Upiekłam Chaczapuri. Myślicie, że spróbowała... potrafi tylko wyśmiać wszystko co zrobimy z ojcem...

Trzeci dzień diety zaliczony...Jeny głowa mnie zaczyna boleć :( Zaczynam odczuwać skutki oczyszczenia organizmu... cały wachlarz objawów. Od bólu głowy, przez zmęczenie i senność...




wtorek, 17 lutego 2015

Moje 72 godziny...

Hej!
Spieszę donieść, iż nie mam się świetnie...
Co się działo przez ostatnie 3 dni? A no prawdziwy wulkan emocji...
Złość mieszała się z miłością i nienawiścią.
Po "Musimy porozmawiać" zapaliła mi się lampka... O-oo coś jest nie tak....
Więc odpisuję "Co jest?
"Powiem ci jak się spotkamy"
[no to ładnie, nagrabiłaś sobie, myślę]
Kawalerowi przeszło przez myśl, że ze mną zerwie bo ma za dużo na głowie i NIE CHCE MNIE ZANIEDBYWAĆ
"No tak jak ja bym się czuła zaniedbywana..."
Bo mam w marcu szkolenie w pracy te 50 godzin rozłożone na parę serii, jeszcze zajęcia w weekend (bo studia) no i musi zgryz naprawiać więc jeździ do ortodontki (no jeździ wiem, byłam razem z nim) 
Ludzie na dłużej się "rozstają" i jakoś potem jest ok, a nawet lepiej

Pierwsze 24 h pojechałam na cmentarz, zapalić znicze Dziadkom i może to głupie, ale w chwilach bezsilności, kiedy już sama nie wiem co będzie...zaczynam się modlić... prosząc Babcię, żeby się mną "zajęła"...
Drugie 24 h jakoś przeleciało "zaczynałam się oswajać z myślą, że coś się skończyło..."
Dziś obmyślałam już diabelski plan "wyszaleć się za wszystkie czasy jak zła" [siłowania, basen, [wiem nie ma mnie z czego odchudzać bo automatycznie chudnę kiedy się stresuje] nowa fryzura
Weszłam do pracy z "brzydką" miną bo smutną, złą i "bo co mi zrobisz" na zmianę "dajcie mi wszystkie święty spokój, odpuszczam, nie chce mi sie"
O 18-ej pomyślałam, a może jednak coś się zmieni...
Chciałam wyjść bocznym wejściem, coby dać do zrozumienia, że nie chce go widzieć... z drugiej strony to zbyt niedojrzałe by nie rozmawiać... no bo po ile mamy lat? 

Urażona nie dałam się pocałować [a co miałam udawać, że "kochanie jest super"] 

Potem odjechaliśmy spod pracy... pogadać... no dobra jak jechał to gadaliśmy, potem też troszkę... 


W efekcie finalnym doszliśmy do wniosku, że jednak wszystko gra... no tylko Misiek jest okropnie zmęczony jazdą co dziennie z domu do pracy i jeszcze do Białego...

Co się potem działo to zachowam dla siebie ;)

Ale utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest ok...

Wiecie co...? Zmęczyłam się leniem w pracy i stresem...

A w pracy to też Marta nie pomyśli skonsultować ze mną grafiku...

Wchodzę do pracy i słyszę cichutki miły głosik Marty: 
"Hej M. zmieniłam ci, wiesz grafik na czwartek"{
Ja: Fack fryzjera jednak muszę odwołać na piątek pomyślałam
J: Yeeey, ale ja juz palny mam na czwartek
M: A to coś ważnego?
J: Nie
Od razu zadzwoniłam przesunęłam na piatek

Godzina później: 

M. Jak chcesz to zmienię ci ten czwartek...
J: Nie już ja sobie plan zmieniłam (niech już nie manipuluje przy grafiku bo wkurzy mnie jeszcze bardziej) 
I że ja istota złośliwa (czasem)zrobię na odwrót i na złość tu gdzie miałabym wolne przyszła do pracy a w dzień pracy zrobiłabym sobie wolne... może nauczy się, że takie rzeczy trzeba konsultować bo też mam PRYWATNE SPRAWY. Nieważne, że nie mam jeszcze własnej rodziny...  Telefon ma wpisany? Ma. I basta.







poniedziałek, 16 lutego 2015

Podobno...

Podobno...mam mieć pecha w sprawach damsko-męskich do 33 roku życia (do tego czasu już powinnam mieć dziecko!) - bardzo fajnie, a wiem też, że to już od profeski, że nigdy w życiu nic mi nie przyjdzie łatwo na skinienie palcem. Nie, ciężko będzie, ale za to długo i szczęśliwie będzie... bo ktoś, wyciągnął do mnie rękę i wypunktował mnie jakiś czas temu. Pokazał moje mocne strony...i tego się trzymam... :)

Tak więc ledwo parę lat temu ogarnełam swój nastoletni głupi rozumek z buntu młodzieńczego typu "Świat zwariował +  wskoczę do rzeki i się utopię, bo nikt mnie nie kocha, nie lubi i po co ja komu potrzebna..."

To na przestrzeni prawie 6 lat zaliczyłam dwie porażki uczuciowe bo:
- spieprzyłam 2,5 roku z osobą, do której de facto nic nie czułam... nawet nie wiem czy ją lubiłam czy nie... głupia myślałam, że uczucie przyjdzie z czasem... nie przyszło... było minęło...

Niespełna 3 dni później poznałam kogoś kto był z większym haczykiem wiekowym... uparty chamski ale ktoś kogo chciałam zmienić. Matka Polka - to ja. I taka relacja ni to związek... ni to przyjaźń raczej nazwałabym układem taką relację... żałuję... - pośpiech nie wkazany

24 czerwca...2014 zawirowanie życiowe... utrata pracy, szpital, dochodzenie do siebie, szukanie pracy... i On.
Amorek strzelił na całego...
odbierał apetyt, uczucie senności, sprawiał, że w jednej chwili śmiałam się i płakałam. Nie mogłam myśleć o niczym innym i nikim innym. I te moje gafy od samego początku :) a to się sosem pobrudzę, a to lodami, a to czekoladą, a może by tak coś przewrócić...nie ma sprawy!

Wszystko zaczęło się układać... miałam staż, plany na przyszłość
miałam dla kogo się starać.,,3 bąbelki mają się pojawić na świecie(obstaję przy 2)... kiedyś... czemu nie... (najlepiej z przewagą dziewczynek :)

Zupełnie odwrotnie niż zawsze...

Miłość...?? a nie przepraszam, ktoś kiedyś powiedział, że nie ma miłości są tylko hormony odpowiedzialne za skok hormonu szczęścia

Nie ważne...ale cholera jasna...

Kocham i gdyby cokolwiek było nie tak to przegadamy, musimy, ale walczyć będę do końca... z sobą z sytuacją... o NAS, nie chce mi się wierzyć, że tak... po prostu ma się coś urwać, coś ważnego...nie po telefonie, nie po "kochanie" usłyszanym w słuchawce...

Tak trwamy w trudnej sytuacji...nie mamy czasu dla siebie, zaniedbujemy swoje potrzeby...harujemy, żeby mieć na start odłożone jakieś pieniądze...
Bo przecież miesiąc to nie wieczność...tylko 4 tygodnie....


czwartek, 12 lutego 2015

Tłuuuusty Czwartek! + pozytywna refleksja

Hejka, Kochane!

I jak Wam idzie pochłanianie niezliczonej ilości kalorii?
faworki, pączki, oponki i inne przysmaki?
Czwarty pączek za mną...i czuję, że już nie mogę :) ale chyba się skuszę i z jem jeszcze jednego...będzie za cały rok :) I obawiam się, że więcej nie będę mogła patrzeć nawet na czekoladę...którą ostatnio zjadam w zastraszających ilościach... a byle czego Tusia nie zje :D



No dobra, dosyć o jedzeniu cukru...

Refleksja mi się nasunęła znów....
No bo człowiek się stara być miłym uczynnym i w ogóle do rany przyłóż i dostaje po głowie... ale jest pewna równowaga...
są fajne osoby, z którymi można pogadać o wszystkim, o problemach, o życiu, pożartować, pośmiać się i czuje się, że można z taką osobą konie kraść.
Kurde, uśmiech się pojawia na buziaku jak JEDNAK ktoś odwzajemnia sympatię. Niech to będzie jedna dwie trzy osoby ale są... od razu inaczej człowiek patrzy na wszystko i się tak nie przejmuje problemami dookoła
Ja to jednak mam trochę szczęścia w życiu...mimo wszystko

Smacznego czwartku. :)

PS: Na zadane pytanie proszę odpowiadać w komentarzach :D jak grzeszyć to na całego :D

poniedziałek, 9 lutego 2015

Nie chce mi się nic mnie nie cieszy....

Czasem mam takie dni, że chciałabym wyjechać gdzieś daleko sama, bez towarzysza. Schować się i wypłakać się tak bez reszty. Wykrzyczeć światu wszystkie pretensje, zażalenia...

Cholera, jeśli optymistka traci chęci wszelakie do działania to musi być źle.
Optymistka ma:
- pracę
- rodzinę, w której jak w każdej innej pospolitej są dobre i złe dni (z przewagą tych dobrych na całe szczęście)
- partnera (chłopak nie pasuje!:) )
- w przyszłości gromadkę dzieci (jeśli czas, zdrowie i okoliczności pozwolą ;) )

A jednak coś jest nie tak... zawsze czegoś brak. I nie sądzę, żeby to były pieniądze czy chęć posiadania pięknego mieszkania urządzonego jak z katalogów. Nie, to nie to...

Przez prawie ćwierćwiecze przeżyłam sporo... w jakiś sposób zahartowało mnie na przyszłość i nauczyło wielkiej tolerancji. Nauczyło, że nie ma ideałów czy to w wyglądzie, zachowaniu, poglądach...

Mam sporo znajomych. Takich z którymi mogę się pośmiać, pogadać, żartować, wyżalić, ale jest taki odsetek ludzi na których w ogóle nie można liczyć, poza tym są tak aroganccy i mają taki charakter, którego ja za Chiny nie potrafię zaakceptować. Taki człowiek jest dla mnie skreślony. Generalnie staram się lubić wszystkich, którzy mnie otaczają, ale czasem się tak nie da. Na przykład w pracy.
Cholerna praca którą się kocha a jednocześnie nienawidzi. A jest się tam tylko dlatego, że teraz w zimie pracy sie tak szybko nie znajdzie a jak sie znajdzie to tylko na niecały rok.

Wiecie co jak wchodzę do pracy to momentalnie humor mi ucieka. Zaciskam zęby i jakoś ten dzień zleci. Czasem jest tak patowo, że aż się płakać chce.

Wiem co robię źle czego nie robię, albo nad czym mam popracować, ale

- nienawidzę kablowania! (nakaz menago: mam o wszystkim mówić)
- i często nie mam możliwości popracować nad moimi słabymi punktami, które są na tyle widoczne, że mnie samej z tym źle.

Ale z niektórymi nie potrafię współpracować, bo mają swoje "widzimisie" :(


Wasza Tusia, lekko zdołowana

wtorek, 27 stycznia 2015

Wirusy i spółka...

Szpital mam w domu... 3 osoby w domu wszystkie chore...


Mama jeszcze trochę a oskrzela wypluje a tata się zasmarka na amen,..

Ja? Drugi tydzień biegam z katarem, który ani śni pójść w diabły.
Do tego jeszcze nieszczęsne gardło zaczyna boleć... i żadne leki doraźne NIE DZIAŁAJĄ [te od kataru to tylko na kilka godzin]
Podobno w nocy kaszlę aż dudni.. aczkolwiek gorączki brak, tylko osłabienie 35 stopni
A wizja siedzenia w poczekalni i czekania na znienawidzoną panią doktor optymizmem nie porywa, wręcz przeraża i mam wrażenie, że dostaję ataku depresji. A przepisać się nie ma do kogo.

Em dzwoniła, chciała przyjść na kawę... kurde nie miałam sumienia narażać dziewczynę na stan chorobowy, jeszcze rodzeństwo zarazi i co i będę mieć na sumieniu?

Nigdy w życiu!




To i na przeziębienie za mało w moim przypadku. 
Wleźć do łóżka tym bardziej.

Tusia, z lekkim zagubieniem...