piątek, 11 lipca 2014

Spieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostają po nich buty i telefon głuchy
                                                                              J. Twardowski

On - syn milicjanta zastrzelonego przez pomyłkę. Wysoki, przystojny, pracowity
Ona - prosta dziewczyna z wielodzietnej rodziny. Pracowita, wielkoduszna z sercem na dłoni. Spotkali się. Zakochali na śmierć i życie. Mimo można by powiedzieć "niedopasowania charakterów" i niedogodności mieszkania z rodzicami i własnym dzieckiem (pierwsze zmarło) wiązali jakoś koniec z końcem jeden drugiego podtrzymując na duchu. Z biegiem czasu pojawiały się kolejne dzieci bo On tak sobie wymarzył. Ona wychowywała wesołą gromadkę pięciorga dzieci i pracowała. Nie było nianiek, nie mogła liczyć na teściową. On spełniał się zarabiając na życie. Bawiąc się z dziećmi... Nawet jak wracał do domu czasem nietrzeźwy dzieci mogły "chodzić mu po głowie" wbijać szpilki w żebra. Nigdy klapsa od ojca nie dostały.
Mijały lata dzieci rosły, zakładały własne rodziny. Oni, coraz starsi zmęczeni życiem, podupadali na zdrowiu, nadal czerpiąc z życia najlepsze chwile i z podniesionym czołem iść dalej z uśmiechem na ustach. Nie dając, na tyle ile było możliwe, chorobom. Ona zaczęła pierwsza chorować... Mimo to pomagała swoim dzieciom na tyle ile zdrowie pozwalało pilnować dzieci na zmianę z mężem...

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Przyjaźń? "Jesteś uratowana!"

Znowu nie na temat kosmetyków. Wiem, ale jest coś ważniejszego od kosmetyków, czym chciałam się z Wami podzielić. 

Osobie, która miała okazję przetrwać niejedno w życiu, ciężko jest komukolwiek zaufać, pokochać z wzajemnością, zaprzyjaźnić się z kimś. I często zastanawia się, dlaczego jest tak a nie inaczej? Dlaczego ona musi przejść w życiu gehennę, mieć "pod górkę". Na to pytanie szukam dalej odpowiedzi. Może Bóg tak chce. (Ile razy wyklinałam w Jego stronę?) Może ma dla mnie specjalne zadanie...Ile razy moja wiara przechodziła kryzys.? Podobno na naszej drodze stawia ludzi, którzy mają za zadanie nas wzmacniać, podnosić kiedy upadniemy... Nie jestem szczególnie wierząca... chodzę do kościoła bo tak wypada, ale dawno zatraciłam w sobie nawyk modlitwy, jak kiedyś będąc dzieckiem klęczałam przed świętym obrazem w pokoju i klepałam modlitwy bo mama kazała. Potem Babcia (śp.) próbowała mnie "nawrócić" modląc się przy mnie na głos, a ja zawsze odpowiadałam: "Babciu, będę się modlić w Twoim wieku, nie teraz" - z uśmiechem na twarzy. Ale wiem przynajmniej do kogo się zwrócić z modlitwami... Może i słucha tam ktoś na górze....

piątek, 13 czerwca 2014

Bilans

Szybko zleciało te pół roku bloga. I przez ten czas sporo się wydarzyło. Czasami aż ręce opadały. A czasami dni wypełniała radość, szczęście, podniecenie i takie fajne emocje, że aż serducho rosło w piersiach.
Zacznę od początku...

  • Weszłam/wsiąkłam w fajny portal, który stał się uzależnieniem :)) Tak o tym piszę :) KLIK  I mam nadzieję, że na długo się zahaczyłam bo towarzystwo cudowne! Stał się nieodłącznym elementem dnia! A jakie zmiany do tej pory! :)
  • Zabieg/Warszawa - sentymentalne miasto nazywane przeze mnie od czasu do czasu drugim domem. Nerwy stres, łzy ale też radość bo dążę cały czas do doskonałości + poznałam przewspaniałych ludzi i na Was również mogłam liczyć, bo kibicowałyście mi cobym się nie denerwowała za mocno. 

sobota, 31 maja 2014

Przepis na... szczęście?

A witam po raz kolejny... słucham dziś cały dzień muzyki i... natknęłam się na coś takiego...

Przepis na szczęście
4 filiżanki miłości
2 filiżanki lojalności
3 filiżanki przebaczenia
1 filiżanka przyjaźni
2 łyżeczki czułości
4 kwarty wiary
I beczka śmiechu


Miłość połączyć z lojalnością
i starannie wymieszać z wiarą
przyprawić dobrocią, czułością 
i wyrozumiałością,
obficie spryskać śmiechem
dodać przyjaźni i miłości
wypiekać na słońcu.


Hm...żeby to było takie proste jak pieczenie ciasta, które dziś będę uskuteczniać jak zakupy przyjadą... :D


Wasza, zzz...zakochana(!?) Tusia

Albo mi nie przeszło, albo wróciło ze zdwojoną siłą :|
;P

piątek, 30 maja 2014

Piątek tygodnia koniec i początek...wyczekiwanego weekendu!

Szczerze niesamowicie cieszę się, że już weekend. Bałam się, że będę musiała zostać dłużej bo... sporo ludzi było w restauracji...ale nie Aguś puściła bez słowa.

Ale no nie obyło się bez szargania nerwów. Moich nerwów. Kochane wszystko ma swoje granice.
Ale jeżeli ktoś z kim pracuje wykorzystuje swoją pozycję inicjatora i karze mi w jednej chwili robić 10 rzeczy na raz to niech się liczy z tym, że nic nie będzie na czas. I jeżeli ja się z czymś nie wyrabiam to jeżeli masz chwilę i nic nie robisz podejdź pomóż, a nie przyglądasz się z podpartymi rękami na mnie jak sie motam z mięsem czy sałatką( jak to robiła inicjatorka dziś) ze śmiechem na ustach "G. nie waż sie jej pomagać ona musi sama to ogarnąć!" No K***a!

Druga sytuacja ( stoję na podgrzewaczu ) Tłumy ludzi bo to czwartek - piatek
H: Ty Gośka, a czemu ty wstawiasz mięso jak nie masz szuflady? Jak ona ci nie wyłożyła to nie wstawiaj najwyżej nie będzie miała.
Na moje wołanie wstawcie mięso takie a takie głucho.

Kolejna:
Nie raz zdarzyło się, że nie miałam szuflady do mięsa.
H: Czemu nie wstawiasz mięsa?
Ja: Bo nie mam szuflady
H: Aha, a nie łaska iść i zobaczyć czy nie trzeba wstawiać.
Coś tam jej odpowiedziałam.
H: Nie pyskuj!

Dałam dziś jazzu H. aż mnie duma rozpiera. Babka mogłaby być moją matka - na szczęście nie jest.
Czepia się ja jej odpyskuję (potrafię)
H: Nie pyskuj do mnie!
Ja: A kim ty jesteś, że mam ci nie pyskować?

Z. Z wychodziłam o tej samej godzinie z pracy
Z: Ile ty już tu pracujesz będzie 2 miesiace?
Ja: No juz 3 idzie.
Z: Masz rację, nie daj Helenie wejść sobie na głowę. Ja też się ścierałam z nia pierwszy miesiąc.

Wasz Pyskacz Tusia 



wtorek, 27 maja 2014

Ciasto pomarańczowe (przepis teściowej) [przedpremierowo]

Witajcie Kochane!
Mam dziś dla Was coś słodkiego. Mianowicie ciacho.
Przepis na to niesamowicie słodkie ciasto dostałam od teściowej.
Nowa taktyka pozbywania się partnera/partnerki swojej pociechy, czy co? :D
Jakby dała "czarną polewkę" to bym spadała gdzie pieprz rośnie! :D

A na poważnie faktem jest, że ciasto jest dość słodkie i niestety "mamusia" chyba nie zorientowała się, że ja nie za bardzo trawię aż tak słodkie ciasto. W moim odczuciu było za słodkie aczkolwiek bardzo dobre. W trakcie drugiego kawałka cukier nam skoczy jak ta lala...

Dla słodyczo-żarłoków im więcej cukru tym lepiej (jak lubi moja mama)[choć za drugim razem stwierdziła, że jednak lekko za słodkie] przepis w oryginale wygląda tak:

niedziela, 18 maja 2014

Pokaż mi jak wyglądasz, a powiem Ci jak i co jesz? PROLOG

Hej!
Ale mnie nie byłooo! Baty mi się należą jak nic.
No bo ja coś ostatnio weny nie mam i kilka spraw nakłada się na siebie, że ja czasami wysiadam.
Moja wypłata np. kurczy się w zastraszającym tempie, bo psiak mi się pochorował. Dziś znów biegłam do weterynarza. Dał leki i skasował 5 dych.(bo niedziela) Z radą, że jeżeli epizod znów się powtórzy trzeba będzie psiaczkowi pobrać krew do badań. Biedny ile on się wymęczy to tylko ja wiem. Pomijam fakt, że nawet ludzki lekarz najpierw robi badania krwi pacjentowi a dopiero potem leczy...  No zobaczymy co przyniesie kolejny dzień.

Z racji tego, że obecnie pracuję w branży gastro. I, że mam mieszane uczucia bo:
1. Szefostwo chwali, mówi, że świetnie sobie radzę jak na miesiąc od zatrudnienia... nooo trzecie stanowisko, a ciekawe jak będzie po tej drugiej stronie..
2. Towarzystwo... umówmy się, że do pracy nie idziesz szukać towarzystwa, prawda? Prawda. Ale...no trzeba się jakoś dogadać...z niektórymi się niestety nie idzie dogadać, bo bije od nich "zła energia" Znacie to uczucie? Niektórzy ludzie mają w sobie coś odpychającego. Naliczyłam już chyba z 4 osoby które oddziałują na mnie negatywnie. No i takich potrafię "ugryźć". Wtedy ich papuguję. W sensie sposób w jaki się zwracają. Tak, komfort w pracy to podstawa.
3. Zostałam zapytana nieoficjalnie "czy chcę zostać na stałe?" Co mogę powiedzieć po miesiącu pracy? Kiedy mam uraz do każdego, z kim tam pracuję, choć tego nie okazuję. Jak się pracuje w takiej branży to już się człowiek, żadnej pracy nie boi. Więc opowiedziałam, to co myślę "Nie wiem" Bo skąd można wiedzieć co będzie za miesiąc dwa?