Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 listopada 2014

Stres, chandra...a może...

Sama zostałam z myślami bez słów
żadne z nich nie pasowałoby tu
dobrze, że pada za oknem,
nie muszę wychodzić
jest myśleć wygodniej...

Cichy wieczór to dobry powód by pisać
księgować koszty, rozliczać straty naszego życia
bilans zawsze jest gdzieś poniżej zera
na podatek od marzeń mogę już tylko duszę sprzedać...



Święta się zbliżają, a ja przed świętami zapadam na jakąś chandrę, depresję...
Nic mnie nie cieszy.
Generalnie..lubię swoja pracę, co z tego, że czasem przychodzę, nie to, że zmęczona, ale zła bo coś mi nie wyszło...
No bo nie wychodzi...drugi  dzień z rzędu... a to mięso spadnie 1,2, 5... a za 6 aż 8 kanapek i 9 mięso na raz wszystko bęc na podłogę... 

Słyszałam nie raz same pochwały (nawet dziś), ale co mi z pochwał, jak są takie dni, że wszystko leci z rąk i same straty....

Miłe to to nie jest, wręcz przeciwnie. A na dokładkę i tak nie wiem, czy dostanę wreszcie normalną umowę, czy w ogóle jest na co liczyć... teraz....po remoncie miesiąc nauki na nowych zasadach i los przesądzony... 

Tusia :)

piątek, 30 maja 2014

Piątek tygodnia koniec i początek...wyczekiwanego weekendu!

Szczerze niesamowicie cieszę się, że już weekend. Bałam się, że będę musiała zostać dłużej bo... sporo ludzi było w restauracji...ale nie Aguś puściła bez słowa.

Ale no nie obyło się bez szargania nerwów. Moich nerwów. Kochane wszystko ma swoje granice.
Ale jeżeli ktoś z kim pracuje wykorzystuje swoją pozycję inicjatora i karze mi w jednej chwili robić 10 rzeczy na raz to niech się liczy z tym, że nic nie będzie na czas. I jeżeli ja się z czymś nie wyrabiam to jeżeli masz chwilę i nic nie robisz podejdź pomóż, a nie przyglądasz się z podpartymi rękami na mnie jak sie motam z mięsem czy sałatką( jak to robiła inicjatorka dziś) ze śmiechem na ustach "G. nie waż sie jej pomagać ona musi sama to ogarnąć!" No K***a!

Druga sytuacja ( stoję na podgrzewaczu ) Tłumy ludzi bo to czwartek - piatek
H: Ty Gośka, a czemu ty wstawiasz mięso jak nie masz szuflady? Jak ona ci nie wyłożyła to nie wstawiaj najwyżej nie będzie miała.
Na moje wołanie wstawcie mięso takie a takie głucho.

Kolejna:
Nie raz zdarzyło się, że nie miałam szuflady do mięsa.
H: Czemu nie wstawiasz mięsa?
Ja: Bo nie mam szuflady
H: Aha, a nie łaska iść i zobaczyć czy nie trzeba wstawiać.
Coś tam jej odpowiedziałam.
H: Nie pyskuj!

Dałam dziś jazzu H. aż mnie duma rozpiera. Babka mogłaby być moją matka - na szczęście nie jest.
Czepia się ja jej odpyskuję (potrafię)
H: Nie pyskuj do mnie!
Ja: A kim ty jesteś, że mam ci nie pyskować?

Z. Z wychodziłam o tej samej godzinie z pracy
Z: Ile ty już tu pracujesz będzie 2 miesiace?
Ja: No juz 3 idzie.
Z: Masz rację, nie daj Helenie wejść sobie na głowę. Ja też się ścierałam z nia pierwszy miesiąc.

Wasz Pyskacz Tusia 



poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Ah... cudny ten poniedziałek...;-)

No bo ten blog to taki misz-masz. No nie ma innej rady. 
Ja wiem, Wasze są tematyczne (kosmetyki, kulinaria, pasje itp itd)
A ja pomyślałam: Nie da się w moim przypadku inaczej. Bo ja taka uniwersalna...Kurde, wiem, to trochę takie inne... Nie daję się zaszufladkować... może dobrze robię, może źle. A może po prostu ten blog to swoiste odzwierciedlenie mojego charakteru? 
Nie wiem, nie mnie oceniać :) (Wy możecie powiedzieć, czy dobrze prowadzę bloga, czy Wam się podoba, czy lubicie tu zaglądać)
Bo w pewnym momencie ten blog stał się i kulinarnym i kosmetycznym i po drodze też pamiętnikiem...
A wiecie dlaczego? Bo bo jakoś jak wszystko w jednym miejscu to łatwiej to ogarnąć :)))

Także jakby wnioski, zażalenia to bardzo proszę przyjmę do wiadomości i obiecuję poprawę! 
U mnie słowo ważniejsze od pieniędzy

niedziela, 6 kwietnia 2014

Jak to Tusia się wkopała, czyli szkolenie wstępne BHP

Pewnego kwietniowego dnia... Tusia dostała telefon od wspaniałej szefowej (byłej), ale serio równa babka! Takich ze świecą szukać.
A zaczęło się tak:
Rano tak gdzieś około godziny 7-ej obudziłam się pierwszy raz... W obecnej sytuacji rodzinnej gdzie każdy dzień jest ważny spać nie za dobrze, bo się "głupoty śnią" - tylko, że te głupoty mają sens - bo potrafią się wziąć i spełnić jak złe przepowiednie...a nie uważam się za osobę praktykującą, choć wychowana w katolicyzmie.
Około 8-ej rano już wstałam na dobre. Poleciałam do miasta z papierami bo prosiła mnie Ciotka..no bo ja taka szybka i mam wolny czas...
Potem zakupy
No i się zaczęło...
Dryń, dryń.. ostatnimi czasy ulubiona piosenka skoczna wesoła pobrzmiewa dźwiękiem telefonu...Patrzę numer mi nieznany. No nic. Odbieram...
- Słucham?
- Halo, Dzień dobry. M... czy ty pracujesz?
- Na chwilę obecną nie, bo akurat l4 mi się skończyło i obecnie szukam
- Aha, to dobrze bo... tu i tu są przyjęcia...tylko kwestia czy ty byś chciała...
(no biorąc sytuację materialną i sytuację bezrobocia w tym kraju każda praca popłaca, myślę)
- Oczywiście - z wielkim entuzjazmem (oczywiście wiem z kim rozmawiam przez telefon bo poznaję głos sympatycznej szefowej)
- No to leć do urzędu po skierowanie, bo ja będę dzwonić i imiennie Cię wskażę z polecenia.
- Dobrze to lecę...